Znowu to powiedziałaś.

— Nie ma problemu.

Szybko, niemal odruchowo. Zanim zdążyłaś sprawdzić, czy naprawdę go nie ma.

Ktoś zmienił wspólne ustalenia. Ktoś poprosił cię o coś, na co nie miałaś ani czasu, ani ochoty. Ktoś uznał, że oczywiście się zgodzisz.

I zgodziłaś się. Uśmiechnęłaś się nawet, żeby nikt przypadkiem nie pomyślał, że jesteś niemiła. Trudna. Przewrażliwiona. Że robisz zamieszanie z powodu czegoś, co przecież dla innych jest drobiazgiem.

Problem jednak był. Tylko nie został tam, gdzie się pojawił. Poszedł za tobą do domu. Usiadł obok przy stole. Wszedł z tobą pod prysznic, a potem położył się po twojej stronie łóżka. I zaczął mówić twoim głosem:

„Trzeba było odmówić”. „Dlaczego znowu się zgodziłam?” „Przecież wcale mi to nie pasuje”.

Niektóre z nas bardzo wcześnie nauczyły się nie sprawiać kłopotu. Być grzeczne. Rozumieć wszystkich, nawet wtedy, gdy nikt nie próbował zrozumieć ich. Więc rozumiemy. Że ktoś jest zmęczony. Że ma dużo na głowie. Że zapomniał. Że nie chciał źle. Że taki już jest. Dla każdego znajdujemy jakieś wytłumaczenie. Tylko dla siebie mamy zwykle jedno zdanie: „Nie przesadzaj”. I nie przesadzamy. Pomniejszamy. Przemilczamy. Zaciskamy zęby. Udajemy przed innymi, a czasem także przed sobą, że nic się nie stało. A potem przychodzi złość. Niekiedy z powodu mokrego ręcznika rzuconego na krzesło, nieumytego kubka albo jednego słowa wypowiedzianego nie takim tonem. Wybuchamy i same nie rozumiemy, dlaczego aż tak. Może nie chodzi o kubek. Może chodzi o wszystkie chwile, w których mówiłyśmy „nie ma problemu”, chociaż problem był. O wszystkie małe rezygnacje z siebie, których nikt nawet nie zauważył, bo odbywały się cicho i z uśmiechem. Nie chodzi o to, żeby teraz obrażać się o wszystko. Ani żeby każde „nie” wypowiadać jak deklarację wojny. Czasem wystarczy zwykłe: — Nie bardzo mi to pasuje. Albo: — Daj mi chwilę, muszę się zastanowić.

Tak niewiele. Kilka słów. A jednak czasem grzęzną w gardle bardziej niż wszystkie długie przemówienia. Bo boimy się nie samego odmawiania. Boimy się tego, co zobaczymy na czyjejś twarzy chwilę później. Rozczarowania. Zniecierpliwienia. Chłodu. Boimy się, że ktoś pomyśli o nas gorzej. Tylko czy naprawdę musimy płacić sobą za to, żeby nikt nigdy nie poczuł się przez nas niewygodnie? Możliwe, że następnym razem znów powiesz: „Nie ma problemu”. Stare zdania nie znikają z dnia na dzień. Przez lata pasowały do ust jak dobrze znana modlitwa. Może jednak chwilę później zatrzymasz się i dodasz: — Właściwie… jest. I świat się nie skończy. Ktoś może nie być zachwycony. Ktoś może westchnąć. Ktoś być może będzie musiał poradzić sobie bez twojej zgody. A ty po raz pierwszy od dawna nie zabierzesz problemu ze sobą do domu.