Najtrudniejsze jest chyba to, że kiedyś naprawdę chciało się tu przychodzić. Miało się pomysły, zależało nam na ludziach, na tym, żeby dobrze robić swoje. Dziś rano zastanawiamy się przede wszystkim, czy znowu spadną na nas nowe obowiązki i czy znowu trzeba będzie się z czegoś tłumaczyć.
Samą pracę nadal możemy lubić. Znamy się na niej. Przez lata wiele się nauczyliśmy, komuś pomogliśmy, z kimś udało się zrobić coś dobrego. Trudno przekreślić taki kawałek życia. Dlatego długo próbujemy naprawiać sytuację własnym wysiłkiem. Lepiej wyjaśnić, bardziej się postarać, następnym razem przemilczeć. Może wreszcie będzie spokojniej.
Zdarza się, że po całym dniu najbardziej mamy żal do siebie. „Znowu wzięłam dodatkowe zadanie. Znowu nic nie powiedziałam, choć miałam ochotę zaprotestować”. Dopiero w domu przychodzą do głowy słowa, których zabrakło kilka godzin wcześniej.
Wtedy łatwo usłyszeć: „Ja na twoim miejscu dawno bym odeszła”. Tyle że na naszym miejscu jest jeszcze kredyt, obawa, czy w tym wieku znajdziemy coś innego, czas, który został do emerytury. Jest przywiązanie do ludzi i do tego, co się zbudowało. Bywa też myśl, że gdzie indziej wcale nie będzie lepiej. Albo że gdy poprosimy o mniej obowiązków, ktoś uzna to za dowód, że sobie nie radzimy.
Pozostanie ma swoją cenę. Odejście również. Człowiek próbuje to jakoś policzyć, tylko coraz trudniej mu zebrać myśli.
Po wielu latach pracy z ludźmi wiem, jak wiele może kryć się za zdaniem „jakoś daję radę”. Czasem wypowiada je osoba, która od miesięcy źle śpi i w niedzielę nie potrafi już cieszyć się wolnym dniem. W pracy nadal jest rzeczowa, pomocna, przygotowana. Mało kto widzi, ile ją to kosztuje.
Warto przyjrzeć się temu, zanim całkiem zabraknie sił. Co najbardziej nas męczy? Nadmiar obowiązków, sposób, w jaki ktoś się do nas odzywa, ciągła obawa przed popełnieniem błędu? Czy jest ktoś, na kogo możemy liczyć? Czy próbowaliśmy powiedzieć, że jest nam za dużo — i co wtedy usłyszeliśmy?
W rozmowie bywa też miejsce na sprawy, o których trudno powiedzieć nawet bliskim. Że wciąż czekamy na uznanie osoby, która ciągle nas krytykuje. Że boimy się kogoś rozczarować. Że przyzwyczailiśmy innych do swojej dyspozycyjności i teraz trudno nam się z tego wycofać. Zwłaszcza gdy słyszymy: „Ale przecież zawsze sobie radziłaś”.
O tym wszystkim można rozmawiać. Można mówić: „Chcę odejść”, a chwilę później: „Ale chciałabym zostać, tylko na innych warunkach”. Właśnie temu warto się przyjrzeć. Co jeszcze wiąże nas z tą pracą? Co musiałoby się zmienić, żeby dało się w niej zostać? A jeśli myślimy o odejściu — czego potrzebujemy, żeby móc je realnie rozważyć? Czego się boimy i na czym wciąż jeszcze nam zależy?
W Rozmawialni możemy spokojnie się temu przyjrzeć.
